Monday, February 1, 2021

Jak mieć pieniądze, ale nie mieć kredytu hipotecznego?

Najbardziej irytujące we wnioskowaniu o kredyt hipoteczny nie jest to, że bank może go nam nie udzielić, ale to, że ustala on zdolność tylko na podstawie niektórych naszych dochodów. Efektem tego jest niska suma kredytowa. Co gorsza, wnioskodawca nie otrzyma zgody by zaciągnąć więcej, choć zarabia naprawdę dobrze. W czym zatem problem?

Umowa o pracę i nie tylko

Nie jest tajemnica, że w dobie koronawirusa, banki praktycznie nie udzielają kredytu hipotecznego osobom, które posiadają dochody z tytułu umowy o dzieło. Co z tego, że – w ramach tej umowy – zarabiamy przez ostatnie 5 lat kwotę rzędu 1500 – 2000 złotych (miesięcznie), skoro bank i tak nie bierze nam jej zdolności. Jak życiowa praktyka uczy, większość osób utrzymująca podobne dochody, zarabia również na umowę o pracę. Często są to jednak umowy, które opiewają na niskie kwoty. Niestety, w takiej sytuacji bank bierze pod uwagę jedynie 1500 – 2500 złotych (lub więcej) z umowy o pracę, a to – jak wiadomo – może nie wystarczyć, by uzyskać dodatkowe środki.

Premie, zasiłki itd.

Niektóre banki do zdolności kredytowej nie wliczają np. premii z pracy, „pojedynczych” umów o dzieło, a nawet… zasiłku 500+. Owszem, w przypadku tego ostatniego oświadczenia można mieć wątpliwości, co do jego trwałej wypłaty w następstwie kilku najbliższych lat, ale bądźmy szczerzy – w dobie wirusa i wszechobecnej pandemii, można również stracić pracę z tytułu umowy o pracę. Poza tym nikt nie wlicza dodatków, które wnioskodawca otrzymuje w danym roku. Są nimi premie świąteczne, wypłaty z ubezpieczeń itd. Owszem, dochody te nie zawsze są przewidywalne, ale przeliczenie ich ze współczynnikiem np. 20 procent, nie byłoby chyba tak dużym ryzykiem dla banku.

Co gorsza, banki nie biorą pod uwagę tych dochodów nawet wtedy, gdy klient posiada duże aktywa własne. Niejednokrotnie dochodzi więc do tak absurdalnych sytuacji, gdzie wnioskodawca posiada wkład własny na poziomie np. 60 procent i ma trudności z zaciągnięciem zobowiązania hipotecznego o wartości 50 – 60 tysięcy złotych. Jak w takiej sytuacji nie mówić o wcześniejszej spłacie? Nawiasem mówiąc, również i ona wiąże się z koniecznością uiszczenia opłat dodatkowych, o ile kredytobiorca nie chce czekać.

Podsumowanie

Obecne rekomendacje w sprawie ustalania zdolności kredytowej, to – bardzo często – poważny problem dla kredytobiorców. Oczywiście cierpią na tym również i same banki, które na własne życzenie pozbawiają się całkiem sporych i to długoterminowych dochodów. Czy warto iść tą drogą, czy to może raczej przysłowiowy „strzał w stopę”?